
Nie udał się powrót Lecha Poznań na własny stadion. "Kolejorz" w pierwszym kwadransie niewykorzystał wielu okazji i "stanął". Wisła w pierwszej groźnej sytuacji zdobyła bramę, a potem kontrolowała przebieg gry i w pełni zasłużenie wywozi z Wielkopolski trzy punkty.
Oba zespoły zapowiadały w Poznaniu grę ofensywną i od początku piłka szybko wędrowała między jedną a drugą bramką. Po rzucie rożnym dla Wisły kontrę wyprowadził Lech, ale naciskany przez dwóch rywali Rudnevs uderzył zbyt słabo. Kilkadziesiąt sekund później to gospodarze mieli stały fragment gry i w pzeciwieństwie do przeciwnika, zakończyli go strzałem - nad bramką główkował Rudnevs. "Kolejorz" od początku był zdecydowanie lepszy i w 8. minucie powinien już objąć prowadzenie. Po znakomitej akcji dwukrotnie uderzał Stilić. Za każdym razem wprost w Pareikę, co spowodowało, że z trybun rozległy się jedynie jęki zawodu. Poznaniacy nie ustawali, w następnych akcjach główkowali Rudnevs i Djurdjević. Dopiero po tych sytuacjach odpowiedział niecelną próbą Kirm. Wówczas goście grali już w pełnym składzie z Davidem Bitonem na boisku. Zmienił on Cwetana Genkowa - Bułgar przy pierwszym ruszeniu do piłki naciągnął mięsień i zakończył swój udział w spotkaniu.
Lech atakował, lecz to Wisła była bardzo blisko objęcia prowadzenia. Po rzucie rożnym główkował niepilnowany Melikson, Kotorowski minął się zfutbolówką i lechitów uratował słupek oraz Dimitrije Injac, który zablokował dobitkę. Wiślacy przetrzymali szturm Lecha, zaczęli grać uważniej i niespodziewanie, gdy znaleźli się pod polem karnym, objęli prowadzenie. W 24. minucie futbolówka wracała kilka razy w pole karne aż trafiła do Kirma. Słoweniec uderzył w poprzeczkę, jednak znakomicie ustawił się Biton i ze spokojem dobił głową do pustej bramki. Okres nieco lepszej gry krakowian już przy pierwszej okazji zakończył się golem.
Gospodarze stracili gola i Ivana Djurdjevicia. Wejście młodego Marcina Kamińskiego spowodował roszady w defensywie, złe ustawienie mogło bardzo szybko zostać wykorzystane. Z głębi pola wybiegł do świetnej sytuacji Melikson, ale skończyło się na mocnym i niecelnym uderzeniu. Po chwili w Kotorowskiego strzelał Biton, ale nawet gdyby trafił, sędzia Borski gola by nie uznał. Rezerwowy pomógł sobie bowiem ręką.
Od zdobycia gola to Wisła była drużyną lepszą. Teraz to Lech miał problemy ze skonstruowaniem akcji. Nic dziwnego, że najlepszą sytuację stworzył po rzucie rożnym. Poznaniakom znów zabrakło suteczności - świetnie na dalszym słupku zamykał akcję Wojtkowiak, lecz nie potrafił dobrze wykończyć akcji. Nie mógł też odnaleźć się Rudnevs. Najlepszy strzelec Ekstraklasy w 38. minucie świetnie wyskoczył do centry Kriwieca, lecz główkował nad bramką. Obok słupka zza pola karnego uderzył natomiast Stilić. Wydawało się, że gospodarze odzyskują swój rytm gry i ponownie mogło się to źle dla nich skończyć. Po wykopie Pareiki skiksował Wołąkiewicz, Kirm uciekł zaś Brumie i znalazł się sam na sam z Kotorowskim. Słoweniec szansy nie wykorzystał, górą w pojedynku był bramkarz. Mistrz Polski co chwilę bez kłopotów przedzierał się przez dziurawą defensywę "Kolejorza", ale zagrażał też przed "szesnastką". Po świetnym uderzeniu Ilieva piłka minęła spojenie bramki o kilkadziesiąt centymetrów. Wisła była coraz bliżej drugiego gola, skończyło się jednak jedynie na słupku. W doliczonym czasie gry po nieporozumieniu Kotorowskiego z Wołąkiewiczem ten drugi wybijał piłkę sprzed linii bramkowej, lecz czynił to zbyt słabo. Piłka trafiła do Bitona i Lecha uratował słupek.Wisła znakomitych sytuacji nie wykorzystała, ale czasu na odpowiedź Lecha już nie było. W trzy kwadranse mieliśmy dw diametralnie różne oblicza zespołów. Lepiej na tej huśtawce formy wypadli goście.
Druga połowa rozpoczęła się od nieporadnych ataków Lecha. Lider tabeli nie potrafił przedrzeć się przez obronę, sam w tyłach był zaś fatalny. Dwukrotnie fantastycznymi interwencjami po próbach Ilieva gospodarzy ratował Kotorowski. Za trzecim razem nikt zagrania wzdłuż bramki nie przeciął. Wisła przy Bułgarskiej robiła co chciała, zwalniała grę bez problemu rozgrywając piłkę na własej połowie lub przerzucając grę z jednej strony na drugą przed polem karnym Lecha, gdy trzeba było, następowało przyspieszenie przy którym lechici totalnie się gubili.
Przez 70 minut meczu w Poznaniu nie było atmosfery, z której poznański stadion zawsze słynął. Kibice poderwali się na ostatnie 20 minut i wówczas gra Lecha zaczęła także wyglądać lepiej. Wciąż jednak daleko było do tego, co zespół Jose Mari Bakero prezentował choćby na początku spotkania. Gospodarze starali się doprowadzić chociaż do remisu, ale Wisła skutecznie na to nie pozwalała. Krakowianie stanęli murem przed polem karnym i nie dawali w nie wbiec. Zostały próby z dystansu, pokonać Pareikę chcieli tak Murawski i Tonev. Dwójka rezerwowych bardzo ożywiła grę Lecha, ale ich starania nie pomagały. Bułgar w 89. minucie uderzył opiero w taki sposób, że Pareiko miał problemy i interweniował na raty. W kolejnej akcji dograł do Murawskiego, który uderzył nad bramką. "Kolejorz" walczył ambitnie, ale do remisu nie doprowadził. Choć pierwsze minuty w ogóle na to nie wskazywały, przegrał i w perspektywie całego meczu jest to wynik w pełni sprawiedliwy.
Lech Poznań - Wisła Kraków 0:1
Bramki: Biton (24')
Żółte kartki: Stilić, Injac - Sobolewski, Paljić, Pareiko
Lech: Kotorowski - Djurdjević (30. Kamiński), Wołąkiewicz, Wojtkowiak, Bruma - Ślusarski (73. Tonev), Injac, Krivets, Stilić, J. Wilk (56. Murawski) - Rudnevs
Wisła: Pareiko - Paljić, Jaliens, Chavez, Jovanović - Kirm (84. C. Wilk), Sobolewski, Nunez, Melikson, Iliev (75. Garguła) - Genkov (10. Biton)

Gosc, wrzesień 10, 2011, 15:58














