Wisła mistrzem, reszta jeszcze słabsza!
niedziela, 22 maja 2011 18:33
GOOOL.pl
Wisła powróciła na tron, zdobyła mistrzostwo po raz trzeci w ostatnich czterech latach. Jest to jej ósmy tytuł w "erze Cupiała", pana, który to trzynasty rok finansuje Wisłę. I jak tu powiedzieć, że pieniądze nie grają, skoro wcześniej przez ponad 20 lat Krakusy nie potrafili zdobyć mistrzostwa (a mieli przecież słynną "krakowską szkołę" wychowującą wielu znakomitych piłkarzy), a gdy milioner sypnął "groszem", to nagle są czempionami po raz ósmy!
Trzeba przyznać, że Bogusław Cupiał sypnął wtedy gigantycznym "groszem", jak na warunki polskiej piłki (mówiło się nawet o 100 milionach złotych!), ale jak widać w tym szaleństwie była metoda i przynosi to wymierne sukcesy po dziś dzień, szkoda, że tylko na krajowych boiskach (brak awansu do LM). Widocznie jak na Europę, były to jeszcze za małe pieniądze! Niestety, Wisła od lat jest królem własnego podwórka, bo na salony jest zwyczajnie za biedna (patrz budżet klubu). Ale i tak najniższe pokłony dla dobroczyńcy, ponieważ tylko dzięki takim ludziom, mamy jeszcze klubową piłkę na jakimś tam europejskim poziomie.
Z przykrością informuję Was, że Wisła tego lata znowu nie zakwalifikuje się do Ligi Mistrzów, bo jest słabym mistrzem, najsłabszą personalnie jedenastką na te osiem drużyn, które wygrywały ligę w "erze Cupiała". Liczby nie kłamią, "Biała Gwiazda" zdobyła najmniej punktów od kiedy szesnaście lat temu wprowadzono nowy system punktowania (3 punkty za zwycięstwo) i strzeliła najmniej bramek, a wygrała ligę, bo Lech i Legia grają skandalicznie słabo! Tak, tak, trzeba to sobie jasno powiedzieć, Lech jest cieniem samego siebie sprzed roku, bo ma słabego trenera, który do tego pojadł wszystkie rozumy...a swój wydalił, a Legia przed tym sezonem kupiła za ogromne pieniądze takich inwalidów piłkarskich, że można tu mówić o sabotażu jakiego w Polsce jeszcze nie było. Dlatego Wisła mistrzem, ale najsłabszym w swojej nowej, pięknej historii. Teraz pozostaje czekać na wzmocnienia, ale czy one w ogóle będą?
Skoro w wyjściowej jedenastce gra aż dziewięciu obcokrajowców, a najlepszym piłkarzem Wisły był w tej rundzie Patryk Małecki, to wstrzymałbym się z zachwytami nad holenderskim importem. Oczywiście dużym wzmocnieniem jest pomocnik z Izraela, Maor Melikson, ale nad resztą przybyszów z zagranicy już bym mógł polemizować. Dla przykładu niechciany w Krakowie i sprzedany "byle gdzie" Paweł Brożek strzelił w poprzedniej rundzie sześć bramek, a ściągnięty na jego miejsce Bułgar Cwetan Genkow zdobył dokładnie tyle samo goli do dzisiaj. To odpowiedzcce mi, jakie to jest wzmocnienie? Tym bardziej, że każdy widzi ogromną różnicę w samych umiejętnościach piłkarskich obu tych napastników, oczywiście na korzyść Brożka. Gdy Maciej Skorża w marcu 2010 roku został zwolniony z Wisły, jego zdobycz punktowa wynosiła 41 "oczek" po 20 kolejkach, a Robert Maaskant dzisiaj ma średnią poniżej dwóch punktów (po 28 kolejkach 53 punkty). Ponad rok temu Bogusław Cupiał zwolnił Skorżę, bo miał dosyć słabej gry "Białej Gwiazdy", chociaż Wisła wtedy też była liderem. To jak dzisiaj oceniać osiagnięcia holenderskiego szkoleniowca? Nie zrozumcie mnie źle, uważam Maaskanta za dobrego trenera, lecz uważam że bez prawdziwych wzmocnień ściagnięta przez niego grupa piłkarzy, nie osiągnie sukcesu w Europie.
Życząc krakowskim kibicom sukcesów w pucharach, pozdrawiam, Radosław Osuch.
Zmieniony ( niedziela, 22 maja 2011 19:37 )
Czarne paluszki z Kolumbii
niedziela, 24 kwietnia 2011 21:00
GOOOL
Manuel Arboleda czarną ma twarz, jak zresztą ogromna większość mieszkańców kolumbijskiego miasta portowego- Buenaventura. To jedno z najkrwawszych miast na świecie, gdzie ludzie "giną jak muchy". I tam właśnie urodził się i wychował Arboleda, a pochodzenie zobowiązuje. Jako dziecko z ulic Buenaventury, ten mierzący prawie 190 cm mężczyzna o budowie gladiatora, powinien być prawdziwym twardzielem. A tu mamy do czynienia ze zwykłym przebierańcem. Ten ogromny, czarny facet, nie powinien przy każdym starciu, z najczęściej o wiele słabszym przeciwnikiem, padać jak ścięty, kulać się po murawie, płakać jak dziecko i trząś się jakby prąd go poraził. Bo wygląda to tragikomicznie! Na swoim kolumbijskim podwórku, najpewniej byłby wyśmiewany i przeganiany nawet przez dziewczyny. Dodam tylko, że mamy do czynienia z prawie trzydziestodwuletnim mężczyzną. Od dłuższego czasu, a dokładnie od podpisania nowego kontraktu z Lechem, Arboleda gra coraz słabiej, a próbuje nadrobić to bardzo kiepskim aktorstwem, jak z kolumbijskich, najtańszych telenowel. A przecież jest on dwukrotnym mistrzem Polski! Z przykrością muszę stwierdzić, że Manuel dostał typowego "syndromu murzyna", czyli skasowałem co chciałem, a teraz robić już mi się nie chce. Przyznam jednak, że miał Kolumbijczyk dobrego menadżera, bo umiejętnie wyczekali do końca jego starego kontraktu, a następnie szantażowali poznaniaków, że odejdą za darmo, a na to Lech nie mógł sobie pozwolić. Dlatego Arboleda zarabia obecnie w Poznaniu sto tysięcy złotych miesięcznie "na rękę", a są to w naszej lidze pieniądze olbrzymie. Nie wolno mu więc, jako prawdziwemu, suto wynagradzanemu sportowcowi, ciągle oszukiwać sędziów, kolegów z boiska i kibiców. W Anglii, w najwspanialszej lidze świata, za aż tak niskiej jakości ciągłe oszukaństwa, Kolumbijczyk byłby wygwizdywany wszędzie, a szacunku jako piłkarz nie miałby żadnego. Tym bardziej, że na każdym kroku obnosi się on ze swoją ogromną religijnością. Więc czy można tak ciągle oszukiwać bliźnich, nawet jak mają oni inny kolor skóry? Mecz piłkarski to jednak nie jest teatr. Na meczu obowiązują ściśle określone przepisy gry, to jest sport, a aktorstwo powinno być co najwyżej dodatkiem. Dlatego Polacy mają go powoli dosyć i nie ma co się nam dziwić.
Niestety, dla Franciszka Smudy, nadchodzi "godzina zero", czyli dzień debiutu Kolumbijczyka w naszej reprezentacji, a moment jest wyjątkowo nieszczęśliwy. Reszta reprezentantów nie chce go tam widzieć i pierwszy raz w jej historii, mówi o tym głośno. Pamiętajmy też, że Arboleda wielkim talentem nie był, stąd w reprezentacji Kolumbii nigdy nie zagrał. Czy Smuda potrzebuje kolejnego konfliktu w kadrze? Tym bardziej, że Arboleda jest daleki od swojej optymalnej formy i nie będzie obecnie prawdziwym wzmocnieniem dla Polski. Niestety nasz selekcjoner już stracił bardzo wiele ze swojego autorytetu u kadrowiczów i forowanie swojego ulubieńca (pracował z nim w Zagłębiu i Lechu) doleje tylko oliwy do ognia. Doradzam trenerowi, by odpuścił sobie powoływanie Manuela na najbliższe, czerwcowe zgrupowanie kadry, bo czas leczy rany (nawet w tyłku!) i może za pół roku będzie lepszy moment na ten ruch. Pamiętajmy, że nie tylko Smolarkowi, ale również Sobiechowi, ładował swoje czarne palce "nowy Polak" w odbyt! I jak teraz oni mają jeść z nim przy jednym stole. Sam nie wiem co bym zrobił, bo to trudna sytuacja dla białego, heteroseksualnego mężczyzny.
Pozdrawiam Was, Radosław Osuch.
Mamy najdziwniejszą ligę w Europie
niedziela, 10 kwietnia 2011 19:23
GOOOL
Już siedemdziesiąt procent sezonu za nami. To sporo, ale nasza Ekstraklasa rządzi się swoimi prawami i dlatego jeszcze nic w niej nie wiadomo. Takiej ligi piłkarskiej nie ma obecnie żaden inny kraj w Europie, bo tylko w Polsce, ponad połowa drużyn walczy o europejskie puchary, a gdy nie wygra, to za tydzień broni się przed spadkiem! Coś nieprawdopodobnego!
Nie mamy dzisiaj klubów-potęg, a wszystkie inne ligi mają takie wiodące kluby. Wisła jeszcze jakoś broni swojego dobrego imienia, ale już Legia i Lech wyglądają beznadziejnie, stąd brak już "wielkich firm" w Ekstraklasie. Ale ja mam na to jak zawsze swoją teorię. Liga się wyrównała, bo wyjechali najlepsi polscy piłkarze, a ściągnięta na ich miejsce wataha obcokrajowców jest w ogromnej większości od nich po prostu słabsza. Dlatego kluby-potęgi, które w niedalekiej przeszłości gromadziły najlepszych polskich piłkarzy, dzisiaj są wymieszane (co najgorsze, jak te najtańsze parówki) i nikt nie wie co jest w środku. Trudno, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.
Ponieważ w ostatnich dwóch sezonach udało mi się jednak przewidzieć przyszłość, dlatego teraz też zaryzykuję, chociaż to jest najtrudniejszy sezon do przewidywania czegokolwiek. Mimo wszystko jestem przekonany, że Wisła zdobędzie tytuł, ale tylko dlatego, że reszta jest bardzo słaba. Spadnie Arka i Polonia Bytom, chociaż tego już nie jestem taki pewien i tutaj może być jeszcze różnie. Pamiętajmy, że Arka i Korona, to najsłabsze drużyny na wiosnę (zdobyły po 3 pkt), ale Kielce miały sporą zaliczkę z jesieni i moim zdaniem nie spadną. Bytom z kolei jest najbiedniejszym i najbardziej "po amatorsku" prowadzonym klubem, a to musi kiedyś "wyjść bokiem".
Cieszę się bardzo, że objawieniem rundy wiosennej jest bramkarz Cracovii- Wojciech Kaczmarek, który we wszystkich sześciu meczach bronił doskonale i dostał nawet powołanie do kadry. Jestem z nim związany od pięciu lat i zawsze wierzyłem, że jego doskonałe warunki i duży talent kiedyś eksplodują. Tak się teraz stało (lepiej póżno, niż wcale) i teraz mam dwóch najlepszych bramkarzy w lidze, bo Grzegorz Sandomierski, to już uznana marka, a jest jeszcze bardzo młody i także obdarzony doskonałymi warunkami fizycznymi, więc ma wszystko by kiedyś być czołowym bramkarzem Europy.
Pozdrawiam wszystkich kibiców, Radosław Osuch.
Wisła-Jagiellonia 9:2.
niedziela, 13 marca 2011 18:47
GOOOL
Zaledwie trzy kolejki minęły, a już dużo się wyjaśniło. Napewno tytułu nie zdobędzie już Polonia Warszawa, a Lech ma już tylko minimalne szanse.
Całą pulę punktową na wiosnę zgarnęła tylko Wisła i jest dzisiaj głównym faworytem do mistrzostwa. Jestem zaskoczony, że tak szybko zadziałała maszyna, w której zmieniono zimą prawie wszystko. Wprawdzie jej przeciwnicy nie byli z górnej półki, ale komplet punktów trzeba umieć zdobyć. Na prawdziwą gwiazdę ligi błyskawicznie wyrósł Maor Melikson, a mnie dziwi, że grał tak długo w bardzo przeciętnym klubie- Hapoelu Beer Szewa i nie grał w dość słabej przecież reprezentacji Izraela, a ma już 26 lat. Prawdziwe dramaty przeżywa w Krakowie Łukasz Garguła. Najpierw przyszedł do Wisły z ciężką kontuzją, potem rehabilitował się przez półtora roku, bo niemiecki lekarz, w sposób skandaliczny, spieprzył mu operację, a teraz gdy jest już zdrowy, to wyskoczył mu taki konkurent jak Melikson, a do tego nie należy do ulubieńców trenera. A wszyscy wiemy jakie ma umiejętności i to on powinien dzisiaj rządzić i dzielić w Wiśle. Garguła musi grać, bo właśnie tego potrzebuje teraz najbardziej, więc latem musimy wspólnie coś wymyśleć. Mogę Was zapewnić, że w Wiśle już do końca sezonu będzie grało tylko dwóch Polaków, Sobolewski i Małecki. Szok. Ale dodam też, że przeciwwagą dla bardzo udanego transferu Meliksona, jest napastnik- kwiatek, Bułgar Cwetan Genkow. Wisła wygrała już tak wiele wiosną, bo tak dużo przegrała Jagiellonia.
Jaga zdobyła na wiosnę zaledwie dwa punkty, w tym jeden w prezencie od sędziego (karny ze Śląskiem). Do tego gra przeciętnie, a transfery zimowe nie są tak wspaniałe jak zapowiadali sami działacze. Powiem więcej, na dzisiaj są wręcz nie trafione! Miałem chyba rację twierdząc, że sprzedaż Kamila Grosickiego, będzie kosztować Podlasie utratę ogromnej szansy na mistrzostwo. Tomasz Frankowski (mistrz ma przecież już swoje lata) osiem bramek jesienią strzelił głównie dzięki Grosikowi, a teraz poprostu przestanie strzelać, zobaczycie! Jagiellonia nie jest też jeszcze organizacyjnie przygotowana do wygrania ligi, ma także stadion w budowie, a najważniejsze osoby w klubie zwariowałyby do reszty, więc lepiej niech jeszcze przynajmniej rok poczekają. Do wszystkiego trzeba dojrzeć, a Jaga jeszcze niedawno grała przecież w drugiej lidze. Po trzech rundach, Wisła- Jaga 9:2, ale mamy jeszcze dwanaście rund i nieprzewidywalną obecnie Legię. Będzie ciekawie, zobaczycie!
Pozdrawiam wszystkich kibiców, Radosław Osuch.
|
Zbyt dużo dobrej krwi ubyło!
poniedziałek, 31 stycznia 2011 12:59
GOOOL
Do ogromnych zmian dochodzi tej zimy w naszej lidze, a mamy jeszcze połowę okienka transferowego przed nami. Tyle w zimowym okienku, które zawsze jest skromniejsze niż letnie, nie działo się w Polsce nigdy. Odeszli piłkarze, których nazwiska były już u nas wręcz legendarne.
Szczególnie mam na myśli braci Brożków, którzy moim zdaniem biegali o dwa lata za długo w trykotach Wisły, przez co stracili oni sami na wartości, ale zastąpić ich będzie niemożliwe. Wisła dopiero gdy ich teraz nie będzie, zobaczy, jak wiele straciła piłkarsko. Paweł Brożek był najlepszym piłkarzem Ekstraklasy ostatnich lat, mimo, że te półtora roku miał słabsze, to jednak w tym gorszym okresie, zdobył kolejne szesnaście bramek. Piotr Brożek był pewnym punktem Wisły, a jego talent pozwalał mu w wielu meczach być prawdziwą wartością dodaną. Odszedł także Mariusz Pawełek, który wprawdzie raz na 90 minut musiał przeciwnikowi sprezentować "pawełka", jednak był znaczącym bramkarzem od lat w lidze. Kolejną gwiazdeczką ligi, która wyjechała jest Maciej Iwański. Dla mnie nigdy wielkim piłkarzem nie był, ale nazwisko sobie wyrobił, jednak Legia pokazała mu, że na wielki klub jest po prostu za mały.
Dużo większą stratą dla ligi jest wyjazd Sławomira Peszki, gdyż był on w "Kolejorzu" prawdziwą lokomotywą ciągnącą zespół. Odszedł również Marcin Robak, które swoje potrafił strzelić w Polsce, chociaż dla mnie jest zbyt "drewniany", by zrobić karierę za granicą. Wspomnę jeszcze o innym wielkim nazwisku, Radosławie Matusiaku, który wprawdzie od powrotu do Ekstraklasy przez cztery lata robił sobie tylko "jaja" ze swoich kolejnych pracodawców, ale w mediach występował często i barwnie. Nie znam drugiego piłkarza, który grając tak słabo, ciągle łapał kolejnych frajerów na tak wysokie kontrakty. Gdyby znalazł sobie jeszcze kolejny klub w Polsce, uznałbym to za największy cud transferowy w historii polskiej piłki. Ale zobaczycie jak szybko Grecy poznają się na Matusiaku, a z natury "za bystrzy" nie są.
Dla mnie wielką wyrwą w polskich murawach, jest wyjazd Kamila Grosickiego, który był najsympatyczniejszym skandalistą naszej ligi. Myślę, że odejście "Grosika" będzie kosztować Jagiellonię utratę mistrzostwa, chociaż w Białymstoku twierdzą inaczej. Był on piłkarzem, który często decydował o losach meczu.
Uważam, że takich piłkarzy, jak Brożkowie, Peszko czy Grosicki nie zastąpi żaden przybysz z Bałkanów czy Brazylii. Nie ma takiej możliwości. Wyjątkiem jest tu Rafał Murawski, ale takich powracających Rafałów powinno być z pięciu. Dlatego uważam, że liga na wiosnę musi być słabsza, bo ubyło zbyt dużo tej dobrej krwi. Mnie znowu martwi, że zbyt licznie wyjeżdżają najlepsi Polacy, a w ich miejsce trafiają bardzo przeciętni piłkarze z importu. Ale może teraz przyjadą lepsi kopacze. Zawsze to "może"...
Pozdrawiam wszystkich kibiców, Radosław Osuch.
Zmieniony ( poniedziałek, 31 stycznia 2011 14:45 )
Wtopy u najbogatszych!
wtorek, 28 grudnia 2010 22:51
GOOOL
W czterech największych ligach Europy - angielskiej, hiszpańskiej, włoskiej i niemieckiej, zakończyła się lub kończy runda jesienna. Dochodzi do pierwszych podsumowań, a piłkarska strona goal.com wytypowała największe porażki tej rundy. Chodzi oczywiście o nazwiska piłkarzy znanych, którym trzeba płacić wielkie pieniądze, a oni najbardziej zawodzą w obecnym sezonie.
Największą wtopą w Anglii wybrano Duńczyka Christiana Poulsena z Liverpoolu. Na drugim miejscu znalazł się Stephen Ireland z Aston Villi. A na ostatnim miejscu podium "stanął" jeszcze Ramires z Chelsesa.
W Hiszpanii największym rozczarowaniem jest Karim Benzema z Realu Madryt, Diego Forlan z Atletico Madryt, a na "podium wstydu" znalazło się jeszcze miejsce dla Bojana Krkica z Barcelony.
W Serie A największą porażką jesieni wybrano Diego Milito z Interu Mediolan, zaraz za nim jest Adriano z Romy, a po nim znowu zawodnik mediolańskiego Interu - Maicon.
W Bundeslidze z kolei ze wstydu spalić się może Daniel van Buyten z Bayernu Monachium, a tuż za jego plecami jest Aaron Hunt z Werderu Brema i Logan Bailly z Borussii Moenchengladbach.
Na szczęście dla tych zawodników sezon się jeszcze nie skończył i mają oni jeszcze sporo czasu na poprawienie swoich notowań.
Z nieukrywaną satysfakcją informujemy, że w Holandii największą wtopę zaliczył nie kto inny, jak nasz Leo Beenhakker. Ściągnięty przez niego rok temu do Feyenoordu Rotterdam Michael Lumb został wybrany w Eredivisie totalnym niewypałem minionej rundy. Nas to nie dziwi, możemy tylko pocieszyć Holendrów, że w Polsce Leo mylił się tak samo. I to niestety w stosunku do znacznie większej liczby piłkarzy.
Zmieniony ( środa, 29 grudnia 2010 12:10 )
Bezrybie wychowanków
niedziela, 26 grudnia 2010 14:41
GOOOL.pl
W rundzie jesiennej Ekstralasy w każdym klubie wystąpiło między 21 a 25 zawodników. W sumie dało to liczbę 367 piłkarzy z chociaż chwilowym epizodem na boisku. W tej grupie znalazło się aż 81 graczy debiutujących w Ekstraklasie. Liczba to spora, ale zaledwie 12 z tych graczy można uznać za wyszkolonych przez klub samemu.
Wśród wspomnianych 81 graczy zdecydowaną większość tworzą zawodnicy kupieni latem przez poszczególne kluby. Przeważają obcokrajowcy, ale nie brakuje także polskich piłkarzy, którym udało się przebić z niższych lig. Są też i gracze Widzewa, którzy awansowali z drużyną na najwyższy szczebel rozgrywek, gdzie wcześniej w karierze nie dane było im zagrać.
W całym tym gronie mamy piłkarzy doświadczonych, których kariera zbliża się ku końcowi jak i nastolatków wchodzących w świat wielkiego futbolu. W końcu są też wychowankowie przechodzący przez zespoły młodzieżowe do pierwszej drużyny. Niestety są oni bardzo nielicznym odsetkiem na liście debiutantów.
Do grona "wychowanków" możemy zaliczyć jedynie... 12 graczy. Oznacza to, że ponad co 30 piłkarz grający jesienią w Ekstraklasie był debiutantem choć w jakimś stopniu wychowanym przez swój klub. To wynik katastrofalny, jeśli weźmiemy pod uwagę, że od czterech sezonów funkcjonują rozgrywki Młodej Ekstraklasy. Liczba graczy najlepiej świadczy o tym iż juniorskie zmagania nie produkują zawodników na miarę zmagań już w normalnym futbolu. Młoda Ekstraklasa powstawała, by młodzi gracze mogli oswajać się z realiami futbolu występując przeciwko najlepszym rywalom w kraju, tymi, z którymi mierzą się kluby Ekstraklasy. To miało sprawić, że piłkarzom łatwiej będzie przeskoczyć do profesjonalnego futbolu. Kilku zawodnikom to się udało. Talenty Jacka Kiełba czy Artura Sobiecha dojrzewały właśnie w Młodej Ekstraklasie. Najczęścciej jednak gracze "giną" po niższych ligach, często poza szczeblem centralnym. Teraz trudno już znaleźć nawet nie tych podbijających ligę, ale w ogóle o nią się ocierających. Młodzi gracze nie stają się ważną częścią drużyny, póki co jesienią głównie na debiucie się kończyło.
Debiutanci z rundy jesiennej "wychowani" w klubach:
Krystian Żółnierewicz (Arka Gdynia) - 1 mecz, 30 minut Łukasz Budziłek (GKS Bełchatów) - 2 mecze, 105 minut Szymon Sobczak (Górnik Zabrze) - 4 mecze, 25 minut Mariusz Gogol (Jagiellonia Białystok) - 1 mecz, 6 minut Kamil Drygas (Lech Poznań) - 4 mecze, 179 minut Jakub Popielarz (Lechia Gdańsk) - 3 mecze, 148 minut Jakub Zejglic (Lechia Gdańsk) - 1 mecz, 10 minut Łukasz Teodorczyk (Polonia Warszawa) - 2 mecze, 17 minut Paweł Wszołek (Polonia Warszawa) - 2 mecze, 46 minut Filip Kurto (Wisła Kraków) - 1 mecz, 15 minut Kamil Rado (Wisła Kraków) - 2 mecze, 90 minut Adrian Rakowski (Zagłębie Lubin) - 1 mecz, 11 minut
Zmieniony ( wtorek, 28 grudnia 2010 19:10 )
Życzenia
środa, 22 grudnia 2010 00:20
GOOOL
Wspaniałych, rodzinnych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia oraz cudownego 2011 roku, pełnego piłkarskich emocji, życzę wszystkim polskim kibicom, Radosław Osuch.
|