Manuel Arboleda czarną ma twarz, jak zresztą ogromna większość mieszkańców kolumbijskiego miasta portowego- Buenaventura. To jedno z najkrwawszych miast na świecie, gdzie ludzie "giną jak muchy". I tam właśnie urodził się i wychował Arboleda, a pochodzenie zobowiązuje. Jako dziecko z ulic Buenaventury, ten mierzący prawie 190 cm mężczyzna o budowie gladiatora, powinien być prawdziwym twardzielem. A tu mamy do czynienia ze zwykłym przebierańcem. Ten ogromny, czarny facet, nie powinien przy każdym starciu, z najczęściej o wiele słabszym przeciwnikiem, padać jak ścięty, kulać się po murawie, płakać jak dziecko i trząś się jakby prąd go poraził. Bo wygląda to tragikomicznie! Na swoim kolumbijskim podwórku, najpewniej byłby wyśmiewany i przeganiany nawet przez dziewczyny. Dodam tylko, że mamy do czynienia z prawie trzydziestodwuletnim mężczyzną.
Od dłuższego czasu, a dokładnie od podpisania nowego kontraktu z Lechem, Arboleda gra coraz słabiej, a próbuje nadrobić to bardzo kiepskim aktorstwem, jak z kolumbijskich, najtańszych telenowel. A przecież jest on dwukrotnym mistrzem Polski! Z przykrością muszę stwierdzić, że Manuel dostał typowego "syndromu murzyna", czyli skasowałem co chciałem, a teraz robić już mi się nie chce. Przyznam jednak, że miał Kolumbijczyk dobrego menadżera, bo umiejętnie wyczekali do końca jego starego kontraktu, a następnie szantażowali poznaniaków, że odejdą za darmo, a na to Lech nie mógł sobie pozwolić. Dlatego Arboleda zarabia obecnie w Poznaniu sto tysięcy złotych miesięcznie "na rękę", a są to w naszej lidze pieniądze olbrzymie. Nie wolno mu więc, jako prawdziwemu, suto wynagradzanemu sportowcowi, ciągle oszukiwać sędziów, kolegów z boiska i kibiców. W Anglii, w najwspanialszej lidze świata, za aż tak niskiej jakości ciągłe oszukaństwa, Kolumbijczyk byłby wygwizdywany wszędzie, a szacunku jako piłkarz nie miałby żadnego. Tym bardziej, że na każdym kroku obnosi się on ze swoją ogromną religijnością. Więc czy można tak ciągle oszukiwać bliźnich, nawet jak mają oni inny kolor skóry? Mecz piłkarski to jednak nie jest teatr. Na meczu obowiązują ściśle określone przepisy gry, to jest sport, a aktorstwo powinno być co najwyżej dodatkiem. Dlatego Polacy mają go powoli dosyć i nie ma co się nam dziwić.
Niestety, dla Franciszka Smudy, nadchodzi "godzina zero", czyli dzień debiutu Kolumbijczyka w naszej reprezentacji, a moment jest wyjątkowo nieszczęśliwy. Reszta reprezentantów nie chce go tam widzieć i pierwszy raz w jej historii, mówi o tym głośno. Pamiętajmy też, że Arboleda wielkim talentem nie był, stąd w reprezentacji Kolumbii nigdy nie zagrał. Czy Smuda potrzebuje kolejnego konfliktu w kadrze? Tym bardziej, że Arboleda jest daleki od swojej optymalnej formy i nie będzie obecnie prawdziwym wzmocnieniem dla Polski. Niestety nasz selekcjoner już stracił bardzo wiele ze swojego autorytetu u kadrowiczów i forowanie swojego ulubieńca (pracował z nim w Zagłębiu i Lechu) doleje tylko oliwy do ognia. Doradzam trenerowi, by odpuścił sobie powoływanie Manuela na najbliższe, czerwcowe zgrupowanie kadry, bo czas leczy rany (nawet w tyłku!) i może za pół roku będzie lepszy moment na ten ruch. Pamiętajmy, że nie tylko Smolarkowi, ale również Sobiechowi, ładował swoje czarne palce "nowy Polak" w odbyt! I jak teraz oni mają jeść z nim przy jednym stole. Sam nie wiem co bym zrobił, bo to trudna sytuacja dla białego, heteroseksualnego mężczyzny.
Pozdrawiam Was, Radosław Osuch.













